Kitowym piórem...;)




NIEMOC
Dzisiaj przeczytałam artykuł o polskich singielkach z wyboru. Czyli tych, które same zdecydowały o swoim samotnym życiu, bez partnera, a więc odrzuciły tak wysoko cenioną w naszym kraju wartość, jaką jest pełna, tradycyjna rodzina – mama, tata (koniecznie połączeni sakramentem małżeństwa) plus dzieci. I co te kobiety sądzą o swoim życiu? Oczywiście, są szczęśliwe. Piszę „oczywiście”, bo autor artykułu przecież to miał właśnie na celu – wyselekcjonować te kobiety, które nie żałują swojego wyboru. I broń Boże nie wspominać o tych, których samotność nie jest ich własnym wyborem.
Przesadny obiektywizm jak zwykle oddala mnie od sedna sprawy, miałam bowiem wykorzystać singielki jako przykład pozytywny i podeprzeć tezę autorki, tymczasem poszło w złą stronę. W takim razie – wróć! Tradycyjna, pełna rodzina. To jest, wedle powszechnej (zakłamanej) propagandy politycznej i katolickiej recepta na szczęśliwe życie. W rodzinie – a jakże – hołdowanie takich wartości jak miłość, wierność, wiara, szacunek, wzajemna pomoc. Brzmi pięknie, prawda? Nic, tylko skusić się na te hasła, niczym z reklamy towarzystwa ubezpieczeniowego, i wio! zakładać prawdziwą polską rodzinę. Jest tylko jeden szkopuł – jak coś nie wyjdzie, to nikt nie uwzględni reklamacji i nie zapewni pełnego, albo chociażby częściowego zwrotu kosztów.
Zaś szanse na to, by coś nie wyszło, są ogromne. Takie jest przynajmniej moje zdanie, ja bowiem nie znam rodziny idealnej. Dobrze, to jeszcze nie jest nic dziwnego, ponoć ideałów nie ma. Ale nie znam też prawie żadnej rodziny, która byłaby szczęśliwa. Nad którą nie wisiałyby czarne chmury, uniemożliwiające przedzieranie się promieni słońca. Oczywiście, nad niektórymi zachmurzenie się zmniejsza, ale jest też gro takich, na które w każdej chwili może spaść grad. I to o średnicy 10 cm.
Dla takiej rodziny trudno znaleźć ratunek. Taka rodzina bywa tylko projekcją rodzinnego życia. Wreszcie taka rodzina pogrąża swoich członków. Muszę się bowiem zgodzić z tym, że rodzina, jeśli już powstaje, staje się dla normalnego człowieka najwyższą wartością. Nawet jeśli czasami nie potrafi się do tego przyznać, bo wypracował wokół siebie taki pancerz ochronny, by nie dać innym dostępu do najgłębiej zakorzenionych bólów.
Dlatego radziłabym się poważnie zastanowić, zanim zdecydujemy się założyć rodzinę. Potrafi być ona zarówno bardzo budująca, jak i niesłychanie destrukcyjna. Na pewno więc wymaga wielkiej odpowiedzialności. Bez niej możemy, świadomie lub nieświadomie, zacząć niszczyć swoich bliskich.

Kończąc wypowiedź tym optymistycznym akcentem, życzę wszystkim smacznego jaja. Na świąteczne dni meteorolodzy zapowiadają bezchmurne niebo i dużo ciepłoty. Oby było tak jak najdłużej.

Natalia Kita
2007-04-04 13:10:28
skomentuj (1)

JAJKO MĄDRZEJSZE OD KURY
Pisząc poniższy "artykuł" nie spodziewałam się, że któraś z wymienionych w nim osób go przeczyta. Stało się jednak inaczej, co nie jest bynajmniej powodem do rozpaczy, wręcz przeciwnie W końcu po to istnieje konstruktywna krytyka (a mam nadzieję, że taka moja jest, być może z domieszką złośliwości), żeby krytykowany mógł wyciągnąć z niej wnioski. Obserwacje uczą nas jednak, że niewielu jest stać na przyjęcie krytycznych słów pod swoim adresem, czy chociażby - co powinno być bezwzględnym minimum - polemikę. Jedyne, do czego są skłonni krytykowani, to rozdmuchanie sprawy i zrobienie afery. Zupełnie zresztą niepotrzebnie, szczególnie jeśli chodzi o tak niszowy tekst, jak ten poniżej, który czytało najwyżej 15 osób i to niekoniecznie związanych z omawianym środowiskiem. Działa to więc tylko i wyłącznie na szkodę krytykowanego - po co bowiem zwracać uwagę większego grona na krytykę naszej osoby? Takie postępowanie moim zdaniem tylko potwierdza prowincjonalizm i brak profesjonalizmu.
Pomijam już fakt, że jest co najmniej śmieszne przejmować się wypocinami 17-latki zamieszczonymi na jakimś słabo uczęszczanym blogu.
Niniejszym OŚWIADCZAM, że nie miałam zamiaru obrazić krytykowanych, komentowałam jedynie ich działania publiczne. Jako osoby prywatne darzę je, jak każdego człowieka, dużym szacunkiem. Oświadczam także, że żaden z członków mojej rodziny nie ma wpływu na moje poglądy, a więc i na kształt tego "artykułu". Oraz, że miał to być zwykły tekst użytkowy, dla bardzo wąskiego grona i na własną potrzebę i nie miałam i nadal nie mam zamiaru dalej go rozpowszechniać.
Jest mi również przykro, że jestem zmuszona pisać tak obszerne sprostowanie. Przyznaję, musze się jeszcze dużo nauczyć. Jednakże niewykluczone, że dodatkowe dokształcenie w pewnych dziedzinach przydałoby się także co poniektórym podmiotom mojego "artykułu". Jednocześnie chciałabym wyrazić nadzieję, że skoro moje teksty już w tej chwili potrafią wywołać taki sprzeciw, to jest szansa na spełnienie mojego marzenia, jakim jest kariera dziennikarska.

Natalia Kita
2006-11-15 19:53:54
skomentuj (7)

Pieskie życie
Chciałabym się dowiedzieć, co za bezmyślny człowiek wymyślił to określenie. Zgaduję, że był bogaty, mało pracował i pławił się w luksusach... Jeśli bowiem brać związek frazeologiczny całkiem dosłownie, wiele psów ma życie dużo szczęśliwsze niż przeciętny człowiek. Oczywiście, są też psy smutne - te bezdomne, mieszkające w schroniskach, niekochane przez właścicieli. Ale chyba jednak więcej jest tych żyjących w dobrych rodzinach (chociaż nie znam statystyk). I po dzisiejszej obserwacji mojego psa, podczas przewalania kilogramów drzewa na opał (ja pracowałam, nie pies), kiedy pot ciekł mi z czoła, a wzrok miałam mętny, stwierdziłam, że chętnie bym się z nim zamieniła. Pies bowiem osiąga szczęście absolutne - wysarczy, że zaspokaja swoje potrzeby fizjologiczne i otrzymuje zainteresowanie i miłość ze strony swojego Pana. Nie żyje w społeczeństwie, więc odpada potrzeba akceptacji, nie pracuje, odpada więc potrzeba samorealizacji, nie myśli, więc nie musi zastanawiać się nas swą psią (pamiętajmy - to już nie jest określenie pejoratywne) egzystencją i przyszłością. Nie narzekałby na brak czasu wolnego, nawet, gdyby umiał mówić, bo ma go wręcz aż w nadmiarze. Dni płyną mu spokojnie i leniwie, ale nie bezczynnie - pogoni kota, pobawi się piłeczką, przywita radośnie Pana wracającego z pracy, wytarza się na trawie. W tych właśnie momentach osiąga szczęście absolutne, niemożliwe do osiągnięcia przez człowieka. Człowiek bowiem nigdy nie pozbędzie się trosk i zmartwień, które niczym czarna chmura, z której w każdej chwili może spaść deszcz, wiszą nad jego głową i nie da się o nich zapomnieć.
Owszem, szczęśliwy pies również bywa smutny - gdy Państwo wyjadą, lub gdy robi za Zakochanego Kundla. Jednakże to szybko mija, wyparowując z psiej pamięci i znów ustępujac miejsca temu wspaniałemu absolutnemu szczęściu.
My, biedny ludzki rodzaj, posiadamy niestety tę przeklętą zdolność myślenia i najtrudniejsze zadanie od Boga - rządzenie światem i samymi sobą. Ta wielka odpowiedzialność za całe życie, która spoczywa na barkach każdego z nas, jest nie do zrzucenia. Proponuję więc zamiast "pieskie życie" używać w tym samym znaczeniu związku "ludzkie życie".


Napisała Kita, ciężko doświadczona dzisiejszą pracą fizyczną:P
Natalia Kita
2006-10-21 14:47:29
skomentuj (0)

Słodka-Idiotka
Przeczytałam przed chwilą notkę ze stycznia i (faktycznie popierdolona, jak Dobry prawie-napisał w komentarzu) i taki sobie ciąg dalszy opiszę. Tak z nudów, bo nie mam nic konstruktywnego do roboty.
Popracowałam nad sobą, ach, popracowałam... Aż efekty przerosły wszelkie moje oczekiwania. Mianowicie: na tydzień (podczas pobytu w Taize) wprowadziłam w życie swój nowy wizerunek. Taki milusi, że aż bolał. Byłam dla wszystkich uprzejma, gryzłam się w język, gdy przyszła mi na myśl złośliwa uwaga pod moim adresem i milczeniem i smutną minką przyjmowałam docinki koleżanek. Aż doszło do tego, że pewien nowo-poznany kolega nazwał mnie Kopciuszkiem! (boki zrywać, nie?)

I do czego doszło, do czego doszło? Do tego, że jedna z moich sióstr, Igła w sensie, musiała mnie 2 tygodnie po powrocie prosić, żebym więcej nie robiła z siebie takiej słodkiej-idiotki, że to wogóle do mnie nie pasuje i ona nie mogła tego wytrzymać. No taki mój mały tryumf - najwyraźniej nie należy zmieniać ludzi, bo można przedobrzyć. Nauczka kochane. I kochani.

Ale oczywiście w dalszym ciągu obiecuje, że naucze się rozgraniczać szczerość i chamstwo. Tylko jeszcze zależy wobec kogo...
Natalia Kita
2006-08-28 17:35:01
skomentuj (2)

kitablog - reaktywacja
Jak w tytule. W końcu zniknie z pierwszej strony notka z życzeniami bożonarodzeniowymi i zostaną same smęty i banały:) I powiedzmy, że właśnie poniższa notka to odcinek pilotażowy - jako, że blog od jakiegoś czasu nie miał zbyt wiele wspólnego z tradycyjnym (jeśli można tak nazwać jakiś twór wirtualnej przestrzeni) blogiem, a nie chcę go też usuwać, zmieniam formę. Notki będą rzadkie, teoretycznie mało osobiste i będą przypominać prace na polski. Lub będą pracami na polski, ale tylko tymi bardzo pozytywnie ocenionymi;)
W końcu... Jak już sama będę z czegoś zadowolona, czemu by nie dac innym do przeczytania? A co, nieprzychylni się powyżywają, przychylni może trochę mniej, o ile ktoś tu będzie znowu wchodził oczywiście;)
To zapraszam, wystarczy jak się wpadnie raz na miesiąc jak sądze,
pozdrawiam,
Natalia Kita
2006-08-24 18:32:54
skomentuj (1)


KSIĘGA GOŚCI



LINKI

rozrywka
Nonsensopedia:) swego czasu była definicja meliny...
Ezoteryczny Poznań rozrywkowy Poznan

literatura
Andrzej Sapkowski
Jeżycjada & Małgorzata Musierowicz
Harry Potter
Dorota Terakowska

przydatne
Wikipedia encyklopedia
Słowniki on-line
Pilot wpisz nazwę miejscowości, a od razu dowiedz się, gdzie ona leży

muzyka
Habakuk
Strachy Na Lachy alternatywa Grabaża dla PP
Akurat poezja ska-kana
System Of A Down
Jarocin Festiwal wiadomo
Dezerter
happysad
Kult
Farben Lehre
PunkRockLater
Ulicznik fajne radio internetowe
AntyNazi serwis punkowy
T.Love nieoficjalnie
Myslovitz
Hey
T.Love
Pidżama Porno
teksty piosenek
Layout by Kita